Tutaj też wyglądało na „w porządku”. Jednak jak robić to robić. Błotniki udało się dostać, ale reszta elementów została dorobiona. Ale o tym za chwilę.
Na pierwszy ogień poszła tylna klapa. Okazało się, że w górnych narożnikach zebrała się korozja. Po wycięciu górnej warstwy udało się wstawić zdrowe elementy i odratować całą klapę, na koniec czyszczenie całości, cyna na zimno oraz epoksyd:






Kolejne zaskoczenie to fakt, że w zasadzie tylne podłużnice się poddały. Zostały w całości odbudowane z użyciem nowego materiału. Ale to nic, cała podłoga bagażnika została dorobiona na wzór oryginalnej. Spawanie, zgrzewanie, czyszczenie i na koniec także epoksyd.




Tylny pas też trzeba było dorobić. Czemu? Udało mi się kupić we Włoszech pas tylny, ale okazało się, że jest do młodszego rocznika. Zapadła więc decyzja, aby ratować stary poprzez dorobienie nowych fragmentów. Tak to wyglądało:

Kolejnym etapem było położenie mastyk. Czemu tak brzydko? Bo od pędzla naśladując niechlujne opcje z lat produkcji. Choć czasem nawet nie nakładano aż w tylu miejscach, w tym przypadku nakładamy wszędzie, ale imitując „starą szkołę”.
Powoli już widać kształt całego tyłu.





Na koniec, równanie cyną na zimno. To spowoduje, że będzie mniej szpachli na samochodzie oraz zostaną zachowane właściwe kształty przetłoczeń.





Kolejny krok to szlifowanie, dalsze wyrównywanie cyną i w końcu epoksyd…
