Gdyby kurz na tym Fiacie mógł mówić to pewnie powiedziałby, że ma już co najmniej dwa lata, jak nie więcej… Trzeba to było zmienić, więc przy pomocy linki udało się wyciągnąć 124 z hali.
Tak się prezentował;




Prawda, że nie wygląda źle? Jest trochę korozji, ale nie ma tragedii. Do tego się toczy. Z polskim fiatem czy wczesnym polonezem – to by się nie udało. Co najmniej jedno koło jak nie wszystkie by trzymały. Tymczasem tutaj wszystko w porządku, nic nie trzyma. Przy czym zaznaczę, że do hali 124 wjechał o własnych siłach, normalnie hamując. Więc już mi się podoba…
Więc trzeba się było zabrać za uruchomienie. Tutaj już nie było aż tak dobrze, ale po kolei…

Na zdjęciu widać uruchomiony silnik, więc się udało. Ale. Wcześniej trzeba było przeprowadzić kilka prac. Nic skomplikowanego.
Znacie to uczucie, jak w końcu odpali? Tak było i tym razem. Iskra o dziwo była całkiem mocna. Ale okazało się, że jest problem z paliwem. W tym przypadku po wlaniu do gardzieli gaźnika udawało się na chwilę, aby silnik popracował. A więc albo pompa, albo przewody, a może bak? Po trochu wszystko…
Przewody były tak sztywne, że jak zacząłem je ruszać to zostawały mi w rękach w częściach. Więc od wejścia do komory, poprzez pompę i aż do gaźnika przyszły nowe przewody. Pompa też niedomagała, więc na szczęście okazało się, że mam drugą. Ale dalej nie było tak jak być powinno.
Widzicie powietrze w przewodzie paliwowym? Tam go nie może być. Więc albo przewody pod samochodem albo bak. Innej opcji nie ma. Padło jednak na bak. Po zastąpieniu go butelką pęcherzyki powietrza znikły, a praca się wyrównała. A zatem bak potrzebuje regeneracji. Robiliśmy to już w 133, więc tym razem zrobimy ten z 124.
