Spod znaku barana
Na każdym kilometrze drogi w przeciętnym polskim mieście stoi średnio ponad 100 (!!!) znaków drogowych. Obecnie mamy już 430 symboli tzw. znaków pionowych i co rok dołącza do nich kilka kolejnych. Proponuję, aby wszystkie je zastąpić jednym ostrzegawczym: „Uwaga! Idioci na drodze!”.
Ludzka wyobraźnia – podobnie jak ludzka głupota – nie zna granic. Najgorzej jednak, kiedy obie idą ze sobą w parze, a do tego mają swoje źródło w nudzie. Badania psychologiczne przeprowadzone przez naukowców z Keele University w Wielkiej Brytanii dowodzą, że w przypadku wielu osób nuda uwalnia twórczą wyobraźnię. Sporo na ten temat mogą powiedzieć pracownicy Ministerstwa Infrastruktury oraz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, bezpośrednio odpowiedzialni za oznakowanie polskich dróg.
Jako że to bardzo im się nudzi za biurkami, rywalizują między sobą w dwóch dziedzinach: o to, kto wymyśli najbardziej bezsensowny znak drogowy, oraz o to, kto wymyśli najwięcej nowych znaków w ogóle. Efekt jest taki, że tylko w ciągu ostatniego roku do zestawu znaków pionowych dołączyło siedem nowych, m.in. informujący o zatoce autobusowej oraz o… wjeździe do tunelu.
Ten drugi jest szczególnie ważny z punktu bezpieczeństwa ruchu, ponieważ – jak powszechnie wiadomo – większość polskich kierowców widząc na drodze przed sobą czarną dziurę zatrzymuje się i skrupulatnie bada to nowe, dotąd nieznane zjawisko. Dlatego ustawodawca postanowił ich poinformować, że oto przed nimi rozpościera się szczytowe osiągnięcie drogowej technologii – tunel. Szkoda, że pod spodem nie znalazła się tabliczka z obszernym wyjaśnieniem słowa „tunel”, zaczerpniętym z jakiejś encyklopedii.
Niestety takich zaśmiecających drogi, rozpraszających uwagę i ubliżających inteligencji kierowców znaków jest całe mnóstwo. Przejeżdżasz przez las i widzisz żółty znak ostrzegający przed wesoło podskakującym jeleniem. Jeleń? W lesie? Przecież one żyją tylko w zoo! Podobny znak, tyle że z namalowanymi nieudolnie kamieniami ostrzega przed spadającymi odłamkami skalnymi. Gdy prowadzisz kabriolet, możesz patrzeć w górę, by zaobserwować to niezwykłe zjawisko i uniknąć zagrożenia. Wtedy raczej nie trafi Cię skała. Za to pojazd jadący z naprzeciwka na pewno tak. Zaś gdy masz normalne auto i patrzysz przed siebie, informacja o spadających kamieniach na nic Ci się nie przyda. Po prostu w pewnej chwili skała wielkości lodówki zmiażdży Ci głowę i drogowcy i tak będą musieli przyjechać posprzątać cały ten bałagan.
Rozumiecie co mam na myśli? Znaki tworzą ludzie, którzy traktują nas wszystkich jak kretynów. Czują się w obowiązku poinformować nas o tym, że gdy pada deszcz, nawierzchnia może być śliska, bądź o fakcie, że na danym odcinku drogi występują koleiny i dziury w jezdni. Naprawdę? Koleiny? Gdzie? Wystarczyłoby, aby ten ostatni znak drogowcy umieścili na wszystkich granicach Polski z dopiskiem na dole „Obowiązuje na terenie całego kraju”. Bo my doskonale znamy stan naszych dróg. A cudzoziemcom należy dać szansę zawrócenia jeszcze przed poligonem.
Oczywiście nie uważam, że należy wykopać i przetopić wszystkie znaki. Ale myślę, że zachowując umiar i rozsądek ich liczbę spokojnie można by ograniczyć z obecnych 430 do ok. 200. To jednak jest niemożliwe, ponieważ „grupa trzymająca znaki” straciłaby przez to nie tylko posady, lecz także kupę pieniędzy (każdy znak kosztuje od kilkuset do nawet 3-4 tys. złotych). Tak więc możemy spodziewać się kolejnych objawów wynikającej z lenistwa bezgranicznej wyobraźni połączonej z równie bezgraniczną głupotą.
| « poprzednia |
|---|





2010
Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.